piątek, 3 stycznia 2014
Prolog - Wizja
Jestem sam. Już to do mnie dotarło. Nie ma szans na przeżycie, to jak ustawiona gra. Od początku było pewne że przegram właśnie ja. Starałem się. Bardzo starałem się wygrać, ale nie wyszło. Klamka zapadła. Zginę. Gdybym tylko był lepiej przygotowany... Nie. Nie byłbym, bo to nastąpiło tak nagle. Straciłem go i straciłem wszystko. Jestem sam. Brudny i zmęczony, uganiający się za wolnością, nadzieją, wymykającą się z rąk jak ulotne tchnienie życia. Nie wiem ile to będzie trwało, nie wiem. Dzień, tydzień, rok? Do kiedy nie skończy się resztka wody, którą zgarnąłem przed wyjściem z blatu.
Szukam Go. Szukam cały czas, choć znam bezsens mojego działania, szukam i tropię. To bez sensu ale nie umiem siedzieć bezczynnie. Ignorancja, z którą obnosiłem się dumnie niczym z orderem została w kieszeni, a na wiesz wydobyło się moje prawdziwe ja. Rozpaczliwie podróżujące po omacku. Ale nie odezwał się nikt.
Nikt?
Czyli właściwie kto?
***
Góra, dół, ciemność... Skąd mam to wiedzieć? Jest duszno. Gorąco, bardzo gorąco. Długo tu nie wytrzymam, do tego noga boli mnie jak cholera. Nie wiem czy to przeżyję.
Nie, muszę przetrwać. Już za dużo przeszedłem żeby się teraz poddać. Za dużo mam do poświęcenia. Poświęcenia? Ja nie mam nic. On nie żyje. On? No tak. On. Czuję się coraz słabiej. Chłodna, metalowa ściana po której się osuwam przynosi chwilową ulgę. Poza tym jest duszno i nie da się oddychać. Myśli kotłują się w mojej głowie jak szalone, ale mimo swej gwałtowności są przyciemnione. Może to przez wszechobecny mrok? A może jestem za słaby żeby się dobrze skupić? Nie wiem. Jest On, poświęcenie i duszność. Nic nie rozumiem. Ale coś się zmienia. Zdecydowanie.
Czuję chłód w kończynach. To nie takie orzeźwienie, jakiego oczekuję, to odrętwienie. Robi mi się niedobrze i przed oczami latają mi białe plamki, tak kontrastujące z ciemnością. Jest gorzej. Wymiotuję i krztuszę się. Czuję w nosie obleśny posmak żółci i znowu mnie mdli. Nie mam już czego zwrócić. Upadam na ziemię, drgając od torsji. Jakże żałośnie muszę wyglądać.
Chłód - odrętwienie podchodzi wyżej. Roznosi się po podbrzuszu i czuję je w ramionach. Gdzie moja kula? Muszę wstać!
Usłyszałem zgrzyt pracującego metalu, potem trzask i krzyknąłem głośno, głośno na tyle na ile pozwolił mi głos. Poczułem rozdzierający ból w boku, a potem odrętwienie powróciło, tym razem rozlane na całym ciele.
Góra, dół, ciemność...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
MWAHAHA, KAZAŁAŚ MI KOMENTOWAĆ, TO KOMENTUJĘ *o*.
OdpowiedzUsuńPo pierwsze, mam alergię na krótkie zdania. NAPRAWDĘ MAM ALERGIĘ NA KRÓTKIE ZDANIA, JESTEM TAKIM JEDYNYM EGZEMPLARZEM NA ŚWIECIE: wszyscy nie lubią długich zdań, ja nie lubię krótkich. I dlatego też nie potrafię z nich korzystać. Niestety, krótkie zdania są bardzo przydatne - zwłaszcza w scenach szybkich, pełnych emocji, nadają napięcia tekstowi itd., nie chce mi się wyliczać xD *that cierpliwa komentatorka*. A tu mamy świetne (przynajmniej moim zdaniem I NIKT MI NIE WMÓWI, ŻE NIE MAM RACJI! xD) zastosowanie krótkich zdań. Tekst jest szybki, dynamiczny, idealnie przedstawia mieszaninę myśli błądzącą po umyśle uwięzionego? człowieka. No chyba, że rozdziały zawsze będą takie krótkie (mam na myśli te super krótkie, z trzech, dwóch wyrazów), nawet w chwilach bardzo spokojnych (o ile takie będą), to wtedy zacznę do nich piać xD.
Acz na razie jest super *o*
Po drugie: Powtórzenia. Ale nie takie, jak stawiają mi podobne gimbusy (cóż za urocze słowo ;.;): "Jestem zaciekawiona nowym kolegą ze szkoły. Jestem pewna, że on jest zaciekawiony mną. Jestem(...)..." itd. xD. W tym wypadku one pasują, bo, jak już wspominałam, tekst jest bardziej chaotyczny - a przecież mamy cierpiącą istotę (demona, jeżeli ktoś lubi jak ja robić z biednych pomiotów szatańskich udręczonych nastolatków gwałconych przez ojca xD). Więc, jakby nie patrzeć, powtórzen też się nie czepiam.
Jest okay. Nawet bardziej niż okay. Tempo dobrze wyważone (ale pewnie i tak zaraz wejdzie bardziej ode mnie doświadczony "recenzet" i znajdzie jakiś błąd, chociaż jestem pewna, że ich nie ma).
A co najważniejsze - mi się podoba *o*. Zwłaszcza, że ze mnie wredna, wbrew pozorom wymagająca bestia *narzeka, a sama nie umie pisać. Co jej namiętnie wytyka Racu i połowa ludzi, których zna, nawet nie potrafi posługiwać się interpunkcją*.
Na razie mi się podoba *o*
POZDRAWIAM I ŻYCZE WENY! I do pisania, i do betowania xD.
P.S. SHIEMI, DRANIU JA NIE MAM PAMIĘCI DO IMION (I NICKÓW)! JEŻELI MYŚLSIZ, ŻE UDA CI SIĘ ZMIENIAĆ CIĄGLE NICKI TAK, ABYM JA JE ZAPAMIĘTYWAŁA, TO SIĘ GORZKO MYLISZ! *narzeka jak William T. Spears*
Pff. I am idiot. Zamiast "zdania" napisałam "rozdziały". W drugim akapicie, w szóstej linijce od początku akapitu ;.;
Usuń